Mierzeja Wiślana, ośrodek Yasou

Mierzeja Wiślana

Mierzeja Wiślana, ośrodek Yasou

Lidia i Jerzy z Zuzą(5) i Markiem(11) z Legionowa

Jesteśmy tu w ośrodku Yasou trzeci rok z rzędu. Przyjeżdżamy nad zatokę, bo morze jest tu cieplejsze, nie takie czarne, wredne i niebezpieczne. Niektórzy mówią, że woda brudniejsza, ale naszym zdaniem jest tu bezpieczniej, bo płytko.

Do domu mamy około 300 km, droga jest szybka i dzieci dobrze ją znoszą. Wybieramy zawsze ośrodki, bo musi być infrastruktura dla dzieci. No bo ileż można siedzieć na plaży. My wybieramy miejsce ze względu na dzieci, to nasz podstawowy czynnik. Obiady jadamy w Kątach Rybackich, odkryliśmy tam karczmę, gdzie są bardzo bardzo bardzo duże dania w bardzo preferencyjnych cenach. Stare grube kucharki wiedzą, jak gotować, żeby nakarmić dobrze gości.

Czy można tu odpocząć? Tak, chociaż my nie nastawiamy się na swój luz, tylko żeby dzieci były zadowolone. Dzieci się bawią. My patrzymy, pilnujemy. Specjalnie bierzemy taki domek, żeby móc plac zabaw z tarasu obserwować. Co robimy dla siebie? Lenistwo! Telefon sobie leży, nie odbieramy.

Nie jeździmy zagranicę. To jest dla nas za daleko. Bezpieczniej jest w kraju. Tu jesteśmy u siebie. Mamy dostęp do lekarza, z dziećmi to jest ważne, przecież różne rzeczy się dzieją; jak głowa się rozbije, to wiemy gdzie jechać. Nam się w Polsce podoba. Wiele znajomych jeździ do Chorwacji, do Turcji, ale nas tam nie ciągnie.

Ja jestem urzędniczką administracji państwowej, mąż pracuje na budowach. Do pracy jeździmy do Warszawy, męczące są te dojazdy. Praca jak praca, każda wygląda podobnie.

Reklamy

Krynica Morska, kwatera prywatna

 

krynica morska 5 Ludmiła z Oliwierem, Noelą i Amelią i ze swoją mamą Cecylią

Uwielbiamy wodę. To nasz żywioł. Morze, jeziora, ocean. Czasem jeździmy do rodziny męża do Francji nad morze Śródziemne, czasem do mojej rodziny na Białoruś nad jeziora. Nie mamy jednego miejsca, tu trafiliśmy przypadkiem. Patrzymy na to zdrowotnie. Zawsze wyjeżdżamy z dziećmi, żeby pooddychały świeżym powietrzem. Mąż musi pracować, więc pomaga mi moja mama. Tu jest fajna lokalizacja. Wszędzie blisko – nad morze, do centrum, na plac zabaw.

Pochodzę z Białorusi, ale już 20 lat mieszkam w Polsce. W Polsce plaże są szerokie, ale ludzie strasznie kłócą się o miejsce. Zastawiają parawanami całą plażę tak, że przejść się nie da. Dziwne, wszyscy tu przyjechaliśmy wypocząć, a trzeba prosić się, żeby przejść. Torby nawet stawiają, żeby nikt nie chodził koło ich parawanu. Dzieci mi płaczą, że do wody nie mogą się dostać. Szkoda, przykre to takie…

 

Krynica Morska3

Krynica Morska, kwatera prywatna

Renata i Mariusz ze świętokrzyskiego

Mariusz: Przyjeżdżam tu ze względu na alergię. Lekarz mi zalecił być jak najdłużej nad morzem. A ponieważ jako nauczyciela wf-u nie stać mnie na dwumiesięczne wakacje, łączę przyjemne z pożytecznym. Jestem wychowawcą kolonijnym. Teraz jestem tu już cały miesiąc, bo najpierw miałem dwa turnusy po 9 dni, no a teraz 10 dni z małżonką. Od dwóch, trzech lat usiłuję namówić małżonkę na Chorwację albo Grecję, a ona nie chce; chce tylko nad polskie morze.

Na plażę zawijamy się jak najwcześniej rano, przed 9 i zajmujemy miejsce jak najbliżej wody, żeby nikt nam się nie wbił przed nami ze swoim parawanem, bo inaczej morza nie widać zza czyichś pleców. Opalamy się. Ja już przyjechałem opalony, bo byłem na Rodos. Wie Pani co to jest Rodos? Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką.

Renata: Tu jest wspaniałe powietrze, morze, las. Nie bez kozery to Krynica Zdrój. Baliśmy się sinic, ale one są bliżej Trójmiasta, muszą tam wyrzucać jakieś świństwa do morza. Tu jest czysta woda w miarę. Kiedyś śmieci była kupa zawsze w zatoce, worki, stonka, w porównaniu z tamtymi czasami teraz jest czyściutko. Na plażach kosze na śmieci co parę metrów. Widać zmianę. Inwestycje w każdym miasteczku, promenadki piękne. Ludzie nie koczują na dziko jak dawniej. Od dawna też nie widziałam już pijaków awanturujących się na ulicy. Pić to piją, pewnie, przecież każdy się musi kiedyś wyluzować, ale już tego świata trochę liznęli i jakaś taka kultura picia zaczyna się poprawiać. Tylko wciąż petów pełno na plaży, zanim się człowiek położy, musi oczyścić sobie teren. Im dalej na zachód tym wyższa kultura. Czy to bliskość Niemiec tak wpływa? W Dźwinowie na plaży są nawet kosze z torebeczkami na psie odchody. Ja nie pływam, ale mąż tak, jest nawet ratownikiem, od 20 lat uczy dzieci pływania na basenie. Ja jestem z  zawodu przedszkolanką.

Mariusz: Całe życie nad morze jeździmy. Nasze dzieci korzystały zawsze z kolonii nad morzem. My jesteśmy włóczykijami. Staramy się co roku spędzić wakacje w innym miejscy, lubimy sobie pozwiedzać. Moglibyśmy wydać przewodnik po wybrzeżu. Kiedyś jeździliśmy z przyczepą, ale żonie już znudził się taki koczowniczy tryb życia, więc teraz jeździmy po ośrodkach. Mnie się nie znudził, no ale jeśli chcę z żoną wspólnie spędzać urlop, muszę iść na kompromis. W przyczepie fajnie było. Teraz te kempingi są już luksusowe. Nie to co kiedyś – człowiek był zdany na samego siebie. Teraz i można się podpiąć pod prąd, i sanitariaty luksusowe i muzyka i zabawa – pełen zestaw.

Renata: Jeździmy we dwójkę, chcemy mieć trochę intymności, a znajomych mamy przecież przez pozostałe 11 miesięcy w roku. Chcemy popatrzeć na inne twarze, poznać nowych ludzi. Choć jeśli potrzeba anonimowości, to Krynicy Morskiej nie polecam – tu się co chwila spotyka się kogoś znajomego.

Mariusz: Raz byliśmy na wczasach zorganizowanych i powiedzieliśmy ze więcej nie pojedziemy. Tam trzeba się meldować o konkretnych porach na posiłki. A tak, to jemy gdzie chcemy, człowiek jest bardziej swobodny. Wczoraj byliśmy w Gdańsku i tam poszliśmy na obiad. Można skosztować ryb z różnych smażalni. Bo my w ogóle przyjeżdżamy głównie na ryby. Ja jestem wyznawcą halibuta, żona je dorsze. Świeża flądra też jest dobra. Możemy polecić ośrodek Bałtyk. Nie ma takiej opcji, żeby ktoś głodny wyszedł.

Przyjeżdżamy zawsze w sierpniu. Tym bardziej, że pogoda nigdy nas nie zawiodła.Tylko że drogo. Płacimy 70 zł od osoby, 140 za pokój. W Bułgarii taniej za piękny pensjonat z basenem – wiem, bo znajomy już trzeci rok jeździ. A zamawiać trzeba już w marcu.

Nowina, dolnośląskie

Robert z Raciborza

Jestem muzykiem, gram rocka. Przyjeżdżam do Nowiny od 8 lat. W tym roku jestem już czwarty raz. Chciałbym jeszcze częściej, dużo energii daje mi miejsce. Na co dzień zajmuję się hałaśliwymi rzeczami, a Nowina jest miejscem, w którym odnajduję spokój. Tu jest natura, dzicz, problem z zasięgiem. Szum elektromagnetyczny, spalinowy, miejski jest daleko stąd. Tu bardzo szybko można się zregenerować. Dużo tu zakamarków, można się zaszyć gdzieś z książką na hamaku i zniknąć na tydzień. Można chodzić na długie spacery, jeździć konno. Wiem, że tu będę miał całkowity spokój. Jeśli zakomunikuję taką potrzebę, nikt nie będzie się mnie o nic pytał, niczego ode mnie chciał.

Jurek, właściciel tego gospodarstwa, jest podróżnikiem. Przywozi tu mnóstwo rzeczy z Afryki i Ameryki Południowej. Jego dom, obłożony gliną, sprawia wrażenie, afrykańskiego. Wszystko jest organiczne, ogród przenika się z domem. Zresztą każdy, kto tu przyjeżdża, coś od siebie wnosi. Przyjeżdżają tu ludzie o specyficznym rodzaju wrażliwości – artyści, podróżnicy, którzy wiodą niestabilne życie bez etatów. I wszystkich ciągnie tu ta czystość, bliskość natury, ekogospodarka. To jest taka ostoja, enklawa, przystań dla niespokojnych dusz. Więc przyjeżdżam tu także dla ludzi, ludzi, którzy się nawzajem inspirują.

Nowina2

Ruciane-Nida

Przewięź, ośrodek Leśnik I

 

Krystyna, Beata z Julią (13lat) i Filipem(7 lat) z Augustowa

„Jak najbliżej, nie robienie nic” – to mój przepis na wakacje. Nie chcę nigdzie jeździć, nie chcę niczego zwiedzać; chcę siedzieć, odpoczywać i ładować baterie.

W zeszłym roku byliśmy w Bieszczadach. Siłą rzeczy – jak się jest w górach, to trzeba coś zobaczyć. Wróciłam taka zmęczona z tego urlopu, że przydałby mi się zaraz drugi, żeby odpocząć! Powiedziałam: nigdy więcej! W tym roku jedyną naszą atrakcją będzie rejs statkiem po jeziorze, bo dzieci nigdy jeszcze nie miały tej przyjemności. I z babcią do Sanktuarium Matki Boskiej.

Kiedyś jeździliśmy pod namiot, ale teraz to już namiot by mi nie wystarczył. Szukałam ośrodka niedaleko domu, żeby warunki były takie troszeczkę lepsze, a la domowe, żeby była łazienka, kuchnia. Z zawodu jestem funkcjonariuszką straży granicznej, pracuję w biurze. Tu, w Przewięzi, jestem z dziećmi i mamą; mąż nie dostał urlopu. Nasz domek kosztuje 175 zł za dobę, ale warto było.